Starty

You are an IRONMAN

Frankfurt nad Menem – plac przy Ratuszu; niedziela, 6 lipca 2014 roku; godzina 19-ta.  Odpoczywam po ponad 11 godzinnym triathlonowym wyścigu. Leżę tuż przed wejściem do namiotu medyków. Jestem półprzytomny ze zmęczenia, ale czuję satysfakcję i silny przypływ wzruszenia. Obserwuję jak wolontariusze transportują nieprzytomnych zawodników do miejsca, w którym lekarze będą mogli podpiąć ich pod kroplówki. Nosze  wyposażone są w parę kół – z boku wyglądają trochę jak płaskie taczki. Ci, którzy nie są transportowani na noszach niezgrabnie przemieszczają się do miejsca odpoczynku. Wyglądają jak przygarbieni staruszkowie, którzy włócząc nogami starają się, z wielkim trudem, przemierzyć kolejne metry…

 

Noc była wyjątkowo krótka. Pobudka o 4 rano. Nie czułem się niewyspany – adrenalina robiła swoje. Rzeczy przygotowałem dzień wcześniej. Należało zjeść konkretne śniadanie i w drogę. Do T1 przyjechałem autobusem razem z innymi zawodnikami. Miałem pół godziny na przygotowanie roweru (zaopatrzenie go w buty, żele, bidony z colą, izo) i przebranie się. Opony dopompowałem w przeddzień startu (8 bar z przodu i 9 z tyłu).  O 6:40 byłem w wodzie. Zostało 20 minut do startu. O 6:45 startowali zawodnicy PRO z mistrzem świata Frederikiem Van Lierde na czele. Na standardowe pytanie konferansjera: jak czujesz się przed startem?, Belg odparł równie standardowo: – Jestem podekscytowany, jak chyba wszyscy zawodnicy tutaj.

Samopoczucie miałem bardzo dobre. Nie stresowałem się i nie miałem żadnych katastroficznych myśli. Wręcz przeciwnie, byłem w wyjątkowo dobrej formie psychicznej i już nie mogłem się doczekać startu. Czułem się jak dziecko, które zaraz pójdzie na plac zabaw.

Wystartowałem kilkanaście metrów na prawo od miejsca, w którym tłoczyła się największa grupa zawodników. Pierwsze metry pokonałem dość sprawnie, chociaż miałem z każdej strony pływaków, którzy nacierali na mnie. Po niespełna minucie znalazłem się w komfortowym miejscu – miałem swobodę nawigowania, a zawodnicy znajdowali się w bezpiecznej odległości ode mnie. Nie spodziewałem się, że byłem w oku cyklonu. Mniej więcej po pierwszych 200 metrach zaczęła się prawdziwa pralka. Ta, którą znałem z opowiadań bardziej doświadczonych  kolegów: kopnięcia w okularki, uderzenia rękami, podtapianie. Od dwusetnego metra płynąłem ciągłym interwałem, stale szukając optymalnej linii. Starałem się nie tracić zbyt dużo energii, ale było to trudne. Po pokonaniu pierwszej bojki czułem, że jest trochę luźniej, ale było to złudzenie. Walka o dobre miejsce i kontrolowane tempo trwała prawie przez cały pływacki dystans. Ciekawostką jest fakt, że pierwszy raz miałem do czynienia z tzw. wyjściem australijskim (wyście z wody z jednej strony; kilkunastometrowy bieg po plaży; wejście na drugie kółko pływackie z drugiej). Dno było bardzo kamieniste i niestabilne – bałem się, że skręcę nogę w kostce i będzie po zawodach. Na szczęście nie doszło do tego, mimo że ledwo łapałem równowagę. Drugie kółko niewiele różniło się od pierwszego, ale przynajmniej miałem więcej szczęścia, jeśli idzie o kopniaki i inne uderzenia. Czas pływania: 1h 04 min. – szybko, jak na to, co zakładałem.

Zmianę T1 strasznie przeciągnąłem w czasie. Poszukiwanie worka z rzeczami rowerowymi, zdjęcie pianki, nałożenie kremu z filtrem, odwiedzenie toalety – to wszystko trochę mi zajęło. Jednak po 1h i 12 minutach byłem  na rowerze. Na początek – dojazdówka do Frankfurtu (około 15 km), potem do pokonania dwie długie pętle – ponad 80 km każda.  Trasa z profilu nie należała do najłatwiejszych, ale nie była też bardzo trudna. Miała kilka podjazdów, ale ogólnie miała nie sprawiać większych problemów, nawet początkującym zawodnikom (takim jak ja). Bardzo ciekawie zorganizowane były punkty kibicowania. Na pierwszym podjeździe, kilka kilometrów za miastem, po brukowej kostce pomykało dwóch kolesi przebranych za diabły. Istny Tour de France – pomyślałem. Tylko, że podjazd nie taki, jak na Mont Ventoux i zawodnik też nie z tej półki – to była kolejna myśl, która sprowadziła mnie na ziemię.

Kolejne kilometry starałem się jechać płynnie, bez szarpania i bardzo uważać na podjazdach, żeby nie zakwasić mięśni. Skupiłem się też na przestrzeganiu zasad żywienia na poszczególnych etapach roweru. Jadłem mniej więcej, co godzinę i starałem się jak najczęściej popijać izotonik, który wcześniej przygotowałem lub colę rozcieńczoną z wodą.  Ostatni podjazd, na pierwszym kółku, też miał coś z największego wyścigu kolarskiego. W najbardziej stromej części podjazdu, ustawiony był szpaler kibiców. Zawodnicy mieli może z półtora metra szerokości jezdni do swojej dyspozycji, dlatego wyprzedzanie nie należało do najłatwiejszych. Doping był naprawdę niesamowity i dawał ostrego kopa. Najbardziej jednak zapamiętam taki obrazek. W jednym z małych miasteczek, przez które poprowadzona była trasa, stały trzy małe dziewczynki – miały może po pięć lat. Trzymały ręce wyciągnięte do przybicia piątki i krzyczały ile sił: Thank You! lub Danke!, gdy tylko któryś z zawodników zbliżył się do nich, aby przybić Hi5. To zdarzenie wprawiło mnie w naprawdę dobry humor.

Drugie kółko zacząłem z większym animuszem, pewniej pokonywałem zakręty i szybciej jechałem na zjazdach (na jednym prędkość dochodziła prawie do 100 km/h). Większe zmęczenie poczułem na około 30km przed końcem etapu rowerowego. Dodatkowo wzmagały się podmuchy wiatru, których przez cały dzień, praktycznie nie było. Szósta godzina wyścigu dawała mi się we znaki. Postanowiłem minimalnie zmniejszyć intensywność jazdy. Na 10 km przed końcem, kręciłem już bardzo swobodnie, tym samym przygotowując się do zmiany rower-bieg. Po 5 godzinach i 51 minutach jazdy rowerem, wpadłem do strefy T2, zostawiając rower wolontariuszce (taki wersal mili państwo).  Złapałem swój worek i wbiegłem do namiotu, żeby założyć skarpetki, buty i daszek, a na koniec wysmarować się kremem, bowiem słońce nie ułatwiało życia.

Bieg zacząłem równo i spokojnie. Czułem się pewnie zarówno fizycznie, jak i psychicznie, chociaż nie byłem już świeżutki, a grawitacja nie odpuszczała. Pomyślałem sobie: – no to już tylko maraton – i nie była to ironia z mojej strony. Poszczególne punkty żywieniowe opuszczałem sprawnie. Obrałem następujący system: dwa kubeczki wody na siebie, kubeczek coli, ewentualnie red bulla z wodą, do otworu gębowego. Pierwsze kółko poszło sprawnie. Nie miałem praktycznie żadnych problemów fizycznych. Do pokonania zostały już tylko trzy.

Trasa biegowa zlokalizowana była w ścisłym centrum Frankfurtu – poprowadzona wzdłuż rzeki Men. Na każdej pętli zawodnik dostawał na rękę kolorową opaskę, która miała oznaczać ilość przebiegniętych kółek.

Schody zaczęły się już po 20 km. Nie chodziło o bóle mięśni czy skurcze. Zbliżało się to, czego obawiałem się najbardziej. Żołądek odmówił współpracy z resztą organów, czyli wziął sobie wolne. Gehenna rozpoczęła się na 23 kilometrze. Płyny i żel które przyjąłem na biegu nie zostały w pełni wchłonięte. Traciłem siły, a ręce zaczęły mi drętwieć. Hipoglikemia była tuż za rogiem. Wredna cholero,  nie mogłaś jeszcze poczekać – pomyślałem. Psychicznie nie byłem przygotowany na tak szybki spadek formy. Ledwo biegłem. Na pytanie rodziców: – jak się czujesz? – zdołałem wydusić: – źle. Gdy zaczęła mnie boleć głowa postanowiłem zatrzymać się na 2 minuty. Od razu podszedł do mnie ratownik medyczny i zaoferował pomoc. Powiedziałem, że nic mi nie jest , że zaraz dojdę do siebie i że mam zamiar kontynuować bieg. Pytał czy nie mam jakiś niepokojących objawów. Odparłem, że raczej nie, chociaż mam wrażenie jakby chodziły po moich rękach mrówki.  Trochę nie miałem ochoty z nim gadać, bo było to, zwłaszcza w tej sytuacji, bardzo męczące fizycznie, a może jeszcze bardziej- mentalnie. Po dwóch minutach, niczym Scott Jurek podczas zawodów Badwater, wstałem i zacząłem przebierać nogami. Moim celem był punkt żywieniowy i zimna cola. Kilka minut marszobiegu i mogłem się trochę schłodzić.

Tak na marginesie. Punkty żywieniowe były świetnie zaopatrzone. Było tam wszytko, czego dusza sportowca wytrzymałościowego mogła zapragnąć. Szkoda tylko, że większość z tych przysmaków, była dla mnie niedostępna, ze względu na dolegliwości żołądkowe.

Cola sprawiła, że poczułem się trochę lepiej – byłem już wstanie biec. Co prawda, nie było to porywające tempo, ale przynajmniej nie miałem chęci zatrzymania się. Trzecie kółko to była prawdziwa walka o przetrwanie. Postanowiłem skupić się na metodzie małych kroków. Powtarzałem sobie: byle do kolejnego punktu z wodą, byle przetrwać ten krótki odcinek, który wydawał się nie do pokonania. Szczęśliwie, na kolejnych punktach żywieniowych, piłem sporo, a zwracałem niewiele. Organizm wracał do formy. Dostałem mocnego pozytywnego kopa. Czułem się znacznie lepiej i to przełożyło się na tempo biegu.

Na czwartym – ostatnim kółku, leciałem miejscami 5 min./km, a sama końcówka została pokonana w tempie poniżej 5 minut na kilometr. Wiedziałem, że nic już nie może się stać. Zakładany czas 11h nie mógł być zrealizowany – wiedziałem o tym już na początku maratonu. Niemniej chciałem dać z siebie tyle i ile mogłem maksymalnie z siebie wykrzesać tego dnia. Na ostatnich 5 kilometrach, nawet nie zwalniałem na punktach odżywczych. Byłem pewny siebie i skupiony. Na ostatnim kilometrze przyspieszyłem,  bo poniosły mnie emocje – myślami byłem już na finiszu. Dostałem ostatnie okrzyki wsparcia od rodziców i wiedziałem, że zaraz będę mógł się prawdziwie cieszyć.

Już tylko ostatnia prosta. Zbiegam z ostatniego kółka i kieruję się na metę. Mijam znajomą  twarz z Polski i w tym samym momencie pokazuję, w geście triumfu, zaciśniętą pięć uniesioną wysoko do góry. Ostatnie metry do mety. Wbiegam w wąską uliczkę. Wyciągam moje długie ramiona do kibiców, których doping jest ogłuszający. Przybijam piątki z rozemocjonowanym tłumem. Spiker, który komentuje zawody i zagrzewa zebranych do kibicowania, krzyczy przez mikrofon: Brawo Adrian! Następnie odsuwa mikrofon od ust i zwracając się bezpośrednio do mnie, z lekkim uśmiechem na ustach, spokojnie wypowiada   zdanie, na które cholernie długo czekałem: You are an IRONMAN.

Adrian Zarzecki
#TriZteam!
Adrian Zarzecki
Główny trener i założyciel TriZ.

Zostań

częścią

Teamu

Dołącz do TriZ, trenujemy intensywnie,

ale z głową.

Performance
Zawodnicy TriZ Performance podczas wspólnego treningu kolarskiego – indywidualna opieka trenerska triathlon.
O Treningu w zespole TriZ

FAQ – Trening triathlonowy i współpraca z trenerem

Poznaj szczegóły współpracy z TriZ Performance. Poniżej znajdziesz odpowiedzi dotyczące naszych metod treningowych, indywidualnego podejścia do zawodnika oraz tego, jak w praktyce wygląda realizacja planu treningowego w naszym Teamie.

Optymalny czas na przygotowanie do debiutu w triathlonie z TriZ Performance to około 8 miesięcy. Najlepiej zacząć treningi w październiku, aby zbudować solidną bazę pod starty późną wiosną.

Jeśli jednak masz mniej czasu, przygotujemy dla Ciebie indywidualny plan treningowy, który maksymalnie wykorzysta okres pozostały do zawodów.

Na start nie potrzebujesz najdroższego roweru czasowego. W TriZ Performance stawiamy na efektywność, dlatego Twoim bazowym zestawem powinny być:

  • Rower: Szosowy (na początek wystarczy nawet prosty model).
  • Trening w domu: Trenażer rowerowy – kluczowy do realizacji planu w chłodniejsze dni.
  • Elektronika: Zegarek sportowy z GPS i pomiarem tętna.
  • Pływanie: Sprzęt pomocniczy (płetwy krótkie, fajka czołowa, łapki oraz pull-buoy).

Jeśli masz wątpliwości, jaki model wybrać, nasi trenerzy pomogą Ci dopasować sprzęt do Twojego budżetu przed rozpoczęciem współpracy.

To proste! Skontaktuj się ze mną telefonicznie pod numerem 510 481 066 lub napisz wiadomość przez formularz kontaktowy.

Dalsze kroki wyglądają następująco:

  1. Ankieta zawodnika: Prześlę Ci mailem krótką ankietę dotyczącą Twojego zdrowia i doświadczenia sportowego.
  2. Analiza stanu wyjściowego: Poznam Twój aktualny poziom wytrenowania oraz sportowe marzenia.
  3. Planowanie: Na tej podstawie wspólnie wyznaczymy cele krótko i długoterminowe.

Zacznijmy Twoją drogę do mety już dziś!

TriZ Performance łączymy oba podejścia. Choć triathlon wymaga dużej ilości indywidualnej pracy nad bazą, oferujemy stałe treningi grupowe w Warszawie:

  • Pływanie: Wtorki i czwartki (20:00) oraz niedziele (8:30) na pływalni Inflancka.
  • Bieganie: Środy (18:40) na bieżni Agrykola.
  • Lato: Organizujemy otwarte treningi kolarskie oraz pływanie na wodach otwartych (open water).

Dodatkowo organizujemy obozy triathlonowe, które są świetną okazją do wspólnego szlifowania formy. Pozostałą część planu realizujesz indywidualnie, bazując na wytycznych od trenera.

Czas potrzebny na trening jest dopasowany do Twojego doświadczenia oraz dystansu, w którym startujesz:

  • Debiut i dystans Sprint: Wystarczy około 5–6 godzin tygodniowo. To realny czas, który łatwo wpleść w grafik pracy i życia rodzinnego.
  • Dystans Olimpijski i 1/2 Ironman: Objętość zwykle wzrasta do 8–12 godzin tygodniowo, zależnie od Twoich ambicji wynikowych.
  • Dystans pełny (Ironman): Wymaga największego zaangażowania, często powyżej 12-15 godzin w kluczowych blokach treningowych.

Pamiętaj, że w TriZ Performance plan budujemy wokół Twojego kalendarza, a nie odwrotnie. Skuteczny trening to taki, który jesteś w stanie realnie wykonać.

Nasz podstawowy pakiet to kompleksowe wsparcie dla zawodnika, który chce trenować mądrze i bezpiecznie. W jego skład wchodzi:

  • Indywidualny plan treningowy: Opracowywany i aktualizowany co dwa tygodnie.
  • Strategia startowa: Wspólne tworzenie kalendarza zawodów, testów oraz opcjonalnie badań wydolnościowych.
  • Wsparcie w celach: Pomoc w wyznaczaniu ambitnych, ale realnych celów sportowych.
  • Eksperckie doradztwo: Konsultacje dotyczące żywienia, doboru sprzętu oraz taktyki na dzień zawodów.
  • Monitoring postępów: Analiza realizacji planu oraz stała kontrola wyników raz na dwa tygodnie.
  • Kontakt z trenerem: Regularne konsultacje (mail, telefon lub Skype) co dwa tygodnie.

Twoja inwestycja: 600 zł miesięcznie.

Pakiet rozszerzony to propozycja dla zawodników potrzebujących maksymalnego wsparcia i bieżącej kontroli postępów. W tym przypadku współpraca wygląda następująco:

  • Planowanie co tydzień: Opracowanie indywidualnego planu treningowego w cyklach tygodniowych (większa elastyczność).
  • Stały monitoring: Kontrolowanie realizacji planu 2-3 razy w tygodniu.
  • Codzienna komunikacja: Możliwość codziennych konsultacji (mail, telefon, Skype) z trenerem w ustalonych godzinach.
  • Kompleksowa strategia: Wspólne tworzenie kalendarza startów, testów oraz doradztwo w zakresie żywienia i taktyki zawodów.
  • Wsparcie sprzętowe: Profesjonalne doradztwo w doborze sprzętu dopasowanego do celów sportowych.

Twoja inwestycja: 900 złotych miesięcznie.

TriZ Performance pracujemy na profesjonalnej platformie TrainingPeaks. To światowy standard w monitoringu treningu wytrzymałościowego, do którego oboje mamy stały dostęp.

  • Twoje dane: Wszystkie informacje z Twojego zegarka (GPS, tętno, moc) automatycznie trafiają do aplikacji, gdzie poddaję je szczegółowej analizie.
  • Informacja zwrotna: Twoim zadaniem jest codzienne oznaczanie samopoczucia oraz ocena skali trudności treningu (RPE) w skali 1-10. Te "sygnały z ciała" są dla mnie kluczowe przy planowaniu kolejnych obciążeń.
  • Pełna kontrola: TrainingPeaks to nasze wspólne narzędzie do monitorowania całego procesu – od codziennych jednostek po analizę startów w zawodach.

Dzięki temu mamy pewność, że realizujemy plan efektywnie i bezpiecznie dla Twojego zdrowia.

Spokojnie, każdy z nas kiedyś zaczynał! Moją rolą jako trenera jest nie tylko planowanie Twoich treningów, ale także edukacja.

  • Słowniczek zawodnika: Na start otrzymasz ode mnie autorski słowniczek treningowy, który w prosty sposób wyjaśnia całą terminologię (np. czym są strefy tętna, kadencja czy interwały).
  • Indywidualne podejście: Jeśli jakikolwiek opis ćwiczenia będzie dla Ciebie niejasny, zawsze możesz o to zapytać podczas naszych konsultacji.
  • Praktyka: Zobaczysz, że po zaledwie dwóch tygodniach korzystania z TrainingPeaks, sportowy żargon stanie się dla Ciebie naturalny.

Nie musisz być ekspertem – od tego masz mnie. Twoim zadaniem jest czerpanie radości z treningu!

Tak. W TriZ Performance stawiamy na bezpieczny sport, dlatego badania profilaktyczne są u nas obowiązkowe przed rozpoczęciem współpracy.

Twoim "pakietem startowym" powinny być:

  • Badania kardiologiczne: Echo serca oraz spoczynkowe EKG (rekomendujemy również próbę wysiłkową).
  • Badania krwi:
    • Morfologia podstawowa,

To jeden z najczęstszych mitów. W TriZ Performance pracujemy z zawodnikami na każdym poziomie zaawansowania – od osób, które dopiero oswajają się z wodą, po zaawansowanych pływaków.

Jeśli Twoim problemem jest technika kraula, nasze treningi grupowe na Inflanckiej są idealnym miejscem, aby pod okiem trenera poprawić ekonomię ruchu. W planie treningowym znajdziesz ćwiczenia dopasowane do Twojego aktualnego poziomu, które pozwolą Ci pewnie ukończyć etap pływacki w zawodach.

Tak. Odpowiednie żywienie w triathlonie jest tak samo ważne jak trening fizyczny. W ramach obu pakietów współpracy oferujemy doradztwo dotyczące żywienia na co dzień oraz – co kluczowe – strategię suplementacji i odżywiania podczas zawodów.

Przekażemy konkretne instrukcje dotyczące testowania żeli energetycznych i izotoników. Omówimy strategię żywienia, aby na trasie uniknąć problemów żołądkowych i nagłego spadku energii (tzw. "ściany").

Kontakt

Skontaktuj się

Masz pytania, chcesz podzielić się swoją opinią lub poznać programy treningowe? Napisz do nas!








    Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Adrian Zarzecki TriZ Performance informacji handlowych dotyczących produktów i usług, przekazywanych za pomocą telekomunikacyjnych urządzeń końcowych oraz tzw. automatycznych systemów wywołujących:




    Wyrażenie zgody jest dobrowolne i możesz ją wycofać w dowolnym momencie, poprzez link dezaktywacyjny w wiadomości e-mail lub kontaktu z Administratorem.

    Administratorem danych osobowych jest Adrian Zarzecki działający pod firmą Adrian Zarzecki TriZ Performance, Adrian Zarzecki TriZ Performance, ul. Rudzka 5E/3, 01-689 Warszawa.

    W sprawach związanych z przetwarzaniem danych oraz realizacją praw przysługujących osobom, których te dane dotyczą można kontaktować się z administratorem danych kierując korespondencję na adres poczty elektronicznej adrian@trizperformance.com. Pełna informacja na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się na stronie: Polityka prywatności

    Zapisz się do Newslettera.

    Dostaniesz jedynie najnowszą wiedzę treningową, zero ściemy.
    TriZ Community